Dawno, dawno temu pod Wieżą Ciśnień w Świdnicy mieszkał straszliwy lew. Był on bardzo groźny. Nikt nie mógł koło niego spokojnie przejść. Ciągle był głodny i szukał pożywienia. Wszystko jedno mu było, czym zaspokoi głód: ludźmi czy zwierzętami, a głodny był prawie zawsze. Ludzie z miasta bali się chodzić koło wieży i omijali ten teren. Domy zaczęto budować po drugiej stronie miasta, ponieważ w tamte strony lew się nie zapuszczał.

Pozostałoby tak pewnie do tej pory, ale w Świdnicy zaczęło brakować wody i aby poprawić tę sytuację, postanowiono wykorzystać wieżę. Dlatego trzeba było zrobić coś, by pozbyć się lwa. W tym celu zwołano zebranie mieszkańców.
Burmistrz miasta wyznaczył nagrodę pieniężną dla tego, kto wymyśli sposób na zwierza. Kilku śmiałków próbowało zgładzić potwora, ale to nie było takie proste. Lew za każdym razem okazywał się szybszy, mocniejszy i sprytniejszy. Śmiałkowie wracali pokaleczeni i wystraszeni, mówiąc:

- Nie damy rady!
- On jest od ludzi silniejszy!
- Nie chodźcie tam! On was zabije!
Znalazł się jednak w mieście najodważniejszy mężczyzna o imieniu Kaziu i powiedział:
- Ja wybiorę się do niego w nocy i zobaczę, jakie on ma zwyczaje. Może wpadnę na jakiś pomysł.

Późnym wieczorem, kiedy na dworze zrobiło się czarno, Kaziu wziął latarkę, nóż i zszedł do piwnicy wieży. Przez zakratowane okienko zobaczył lwa, który nie przypominał zwykłego drapieżnika. Zwyczajną miał tylko grzywę. Poza tym był ogromny, z wielkim ogonem, z pyska wystawały niemieszczące się białe kły. Całe ciało było pokryte sierścią w kolorze jasnego brązu.
W pewnej chwili, Kaziowi zaczęło kręcić w nosie. Wziął chusteczkę, aby wstrzymać kichnięcie. Nie udało mu się to i kichnął bardzo głośno. Lew usłyszał i zaczął węszyć intruza.

Zdenerwowany Kaziu wyciągnął latarkę i gdy zza rogu wynurzył się lew, skierował strumień światła w jego oczy, oślepiając potwora. Lew przewrócił się, ale po chwili zaczął mruczeć i podnosić swoje wielkie cielsko.
Kaziu nie czekał, aż drapieżnik całkiem się ocknie, tylko wziął nogi za pas.

W domu śmiałek analizował sytuację, która zaszła w piwnicy. Doszedł do wniosku, że lew boi się światła, dlatego opuszcza swoje legowisko nocą. Jednak światło latarki jest za słabe, aby pozbawić potwora życia. Rankiem zwołał zebranie i powiedział:

- Lew boi się światła, dlatego nigdy nie wychodzi w dzień – powiedział z przejęciem. – Lecz światło latarki jest zbyt słabe, żeby go unieszkodliwić. Musimy wymyślić coś, aby oślepić zwierza światłem o dużej mocy.

Głos zabrał znany elektryk Władek:
- Ja przygotuję urządzenie, którym można będzie oślepić potwora. Potrzebuję kilku ludzi.

Od razu zgłosili się chętni i Władek udał się z nimi do swego warsztatu. Urządzenie przygotowywali całą noc i dzień.
Następnego wieczoru wszyscy gotowi byli do ostatecznej rozprawy z lwem. Kaziu zszedł do piwnicy, by podstępem wyprowadzić go na ulicę. Gdy tylko zwierz wyszedł ze swojej nory, kilku ludzi skierowało wielką maszynę w kierunku potwora.

Nagle oświetliła się cała ulica. Zrobiło się jasno, jak w południe. Lew nie mógł otworzyć oczu. Zaczął strasznie wyć. Gałki oczne zaczęły mu się palić i nie mogąc wytrzymać z bólu, padł martwy.
Kaziu, Władek i inni ludzie na szczęście zabezpieczeni byli przed tak silnym strumieniem światła ochronnymi okularami.

Na drugi dzień burmistrz urządził wielkie przyjęcie w mieście i wynagrodził tych, którzy przyczynili się do zgładzenia potwora. Wszyscy grali i tańczyli, ciesząc się, że nie będzie złego lwa i że woda pojawi się ich domach.

* * * * *

Źródło tekst:

http://www.mojemiasto.swidnica.pl/?p=1561

Źródło obraz:
Świdnica moim okiem
FB_IMG_1475135346422